Bez zbędnego przedłużania, praca nad nagraniami Theos-Logos opiera się na czterech głównych filarach: 1. Dobraniu, 2. Edycji, 3. Nagraniu, 4. Obróbce. Każdy z tych etapów wymaga innych zdolności i angażuje inne partie mózgu. Omówmy te etapy po kolei:
Dobranie – jest to dobranie odpowiednich podkładów i ogólnie tła dźwiękowego, do danego fragmentu. Zaczyna się od przemyślenia opracowywanego fragmentu, znalezienia mikro-kulminacji czy też miejsc wymagających podkreślenia, podzielenia jeśli trzeba fragmentu na mniejsze składowe i ogólnie stworzenia określonej koncepcji na dany fragment. Koncepcji ideowej, wskazującej na charakter fragmentu i jego wymowę, albo ilustracyjnej, wskazującej na miejsca wymagające dosłownej ilustracji dźwiękowej i podkreślenia (niedługo ukaże się artykuł na ten temat, pt. Idea a ilustracja). W obszarze dobierania podkładów czy efektów dźwiękowych jak najbardziej zawierać się też może wygenerowanie ich przez sztuczną inteligencję – takich czasów dożyliśmy, niestety. W każdym razie, na tym pierwszym etapie prac najważniejszym zadaniem jest przemyślenie emocjonalne fragmentu, odpowiedzenie na pytania jakich emocji oczekuje słuchacz, jakie emocje w nim wywołać, a także jakimi środkami przekazu to uczynić. Mimo że opis tego filaru jest najkrótszy, to jednak jego realizacja jak do tej pory wciąż zabiera najwięcej czasu.
Edycja – nie da się jednoznacznie oddzielić tego punktu od poprzedniego, do tego stopnia, że rozważałem pozostawienie ich jako jedności. Dlaczego? Ponieważ nie zdarza się zbyt często aby dobrany dla danego fragmentu podkład był od razu, bez zmian, gotowy do zastosowania, do przeczytania pod niego fragmentu Biblii z odpowiednim rozłożeniem akcentów, kulminacji, itp. Zatem dobieranie podkładu i edycja to często nierozłączna jedność. Co rozumie się pod pojęciem edycji? Jest to przykładowo dopasowywanie tonacji (wysokości) podkładu do poprzedniego i/lub następnego fragmentu aby było to spójne, nie „gryzło” w uszy, choć niekiedy zdarza się, że tonacja jest celowo pozostawiona niezgodna, dla wywołania stosownego efektu. Wszystko zależy od opracowywanego fragmentu. Edycja jest to również dopasowywanie tempa tła muzycznego, przyśpieszanie lub (częściej) zwalnianie go, przykładowo tak aby dany fragment mógł być czytany spokojniej, bez pośpiechu, jak przystoi Biblii. Przede wszystkim jednak pod pojęciem edycji kryje się cięcie podkładu, wycinanie jednych fragmentów, dublowanie innych, potem łączenie ich ze sobą w taki sposób, aby słuchacz (czyli Ty, drogi czytelniku tego artykułu) nie zauważył przejścia między fragmentami, choć nie zawsze się to udaje, przyznaję się. Wtedy jednak z odsieczą przychodzi mechanizm „przykrywania” – mianowicie niektóre fragmenty, czy też nie do końca dopasowane przejścia między nimi, można przykryć bądź to innym fragmentem podkładu, bądź też (częściej) czytanymi słowami. Tak, zdarzają się takie momenty, niestety, grunt w tym aby było to niewidoczne, a właściwie niesłyszalne dla odbiorcy. Edycja płynnie przeplata się z reżyserką fragmentu, czyli pociąwszy i skleiwszy materiał, z ułożeniem go w odpowiedniej kolejności, zarówno poziomej, jak i pionowej. Poziomej – na osi czasu nagrywanego fragmentu, pionowej – na właściwym ułożeniu ścieżek pod sobą. Może przedstawmy taki uproszczony diagram fikcyjnego fragmentu – dla większej jasności z już zaznaczonym nagranym głosem:
| xxxxXXXXxxXXxx | - ścieżka nagranego głosu, wielkie litery to kulminacje |
| yyyy... | - ścieżka podkładu sklejonego z poniższym |
| ...YYYYyy | - ścieżka podkładu sklejonego z powyższym |
| ...ZZ | - ścieżka SFX |
Na etapie edycji też (choć czasem później, np. już po dograniu głosu) dokonywane są ustawienia panoramy, jeśli akurat fragment ich wymaga (posłuchaj np. Ew. Mateusza 28 – fragment, gdzie odgłos błyskawicy przetacza się z jednego kanału, do drugiego). Nienajgorszą rzeczą jest dopasować, ułożyć, wyreżyserować podkład jeszcze przed przystąpieniem do nagrywania głosu. W praktyce jednak zdarza się, że koncepcja na dany fragment zmienia się (a czasem dopiero kształtuje!…) w momencie nagrywania głosu.
Tym samym przechodzimy trzeciego filaru, którym jest nagrywanie. Załóżmy że mamy już zedytowany i, że tak powiem, wyreżyserowany podkład, pozostaje więc dogranie do niego głosu. I tutaj dochodzimy do jednego z niedostatków całego projektu, jakim jest konieczność dopasowywania głosu do podkładu. Chlubnym wyjątkiem od tej reguły były nagrania Psalmów – na żywo, z fantastyczną pianistką – Aleksandrą. Nagrania owe były współpracą dwóch muzyków, kiedy na żywo mogliśmy „iść za sobą” i kiedy to bardziej akompaniament był dopasowywany pod czytanie, niż odwrotnie. Niemniej jednak na co dzień, w mojej samodzielnej pracy, to bardziej głos musi zostać dopasowany do podkładu muzyczno-dźwiękowego, niż na odwrót.
Jak przebiega samo nagranie? Nic nadzwyczajnego – najpierw niwelujemy wszelkie odgłosy tła, czyli wyciszamy telefon (nic tak nie potrafi wytrącić z rytmu podczas nagrywania, jak nagle głośno dzwoniący telefon), wyłączamy oprócz procesora wentylatory w komputerze – poważnie, szumy wiatraków potrafią przedostać się do nagrywanej ścieżki, aczkolwiek czytanie bliziutko mikrofonu minimalizuje to ryzyko – ogólnie dbamy o to, aby tło było jak najbardziej ciche. Następnie słuchawki na uszy, mikrofon przed usta i…
I najpierw rozgrzewamy nieco aparat mowy. Zwykłe ćwiczenia typu a-e-i-o-u, udawanie jakbyśmy żuli gumę, masowanie policzków i tym podobne. W przypadku nagrywania Słowa Bożego niezbędna, wymagana wręcz jest też modlitwa, po czym ustawiamy gain, uzbrajamy ścieżkę i nagrywamy. Rzadko zdarza się, aby pierwsze nagranie było już dobre, docelowe, niewymagające zmian. Najczęściej potrzeba kilku take’ów, a nie jest też rzadkością sytuacja, że docelowe nagranie zawiera zamienione słowa, a nawet całe zdania, pochodzące z innych take’ów.
Czwarty filar, ostatni, ale nie mniej ważny – obróbka, czyli miks i mastering. Szumne słowa, sugerujące poziom godny najlepszych studio dźwiękowych. Tymczasem praca ta w Theos-Logos przypomina raczej żmudną pracę biurową. Przebiega ona w kilku kolejnych fazach, mianowicie na samym początku odsłuchiwany jest głos solo, gdzie wycinane są zbędne odgłosy (typu chrząknięcia, stuki) i nierzadko oddechy – ale to też zależy! Oddech bowiem potrafi być również nieodzownym składnikiem nagrania (do tego stopnia, że niektóre nagrania zawierają intencjonalne, głośne wzdychanie). Wyciąwszy zbędne odgłosy i dodawszy gdzie trzeba ciszę, ręcznie dopasowywana jest głośność – chodzi głównie o to, aby najgłośniejsze fragmenty nie wybijały się ponad całość, a te najcichsze wciąż były słyszalne. Innymi słowy – dokonywana jest ręczna kompresja. Tu trzeba dodać że owa ręczna kompresja na głosie solo dokonywana jest zgrubnie, bo dopiero dołączywszy podkład można dopasowywać to razem do siebie, jako jedność. I owszem, prawie równie często jak głosu zdarza się, że wyciszane są poszczególne partie czy też fragmenty podkładu. No właśnie, jesteśmy w tym momencie na etapie, gdzie działamy już na całości materiału. Chociaż trzeba powiedzieć, że wszystkie wymienione kroki dzieją się równolegle, cały czas się przeplatają i współistnieją podczas pracy, to tutaj ma miejsce kontrola i poprawa timingu, czyli umiejscowienia głosu w osi czasu opracowywanego fragmentu. Jest to proces który w sporej mierze przeprowadzony był już na etapie edycji (reżyserki) i samego nagrywania – bowiem założenia koncepcyjne co do fragmentu są już gotowe na tym etapie – ale jednak w procesie końcowej obróbki niejednokrotnie zmienia się jeszcze umiejscowienie w czasie elementów, czasem ich długość. Na tym etapie również dodaje się zgłośnienia i ściszenia (np. aby ładnie zakończyć daną frazę czy cały nagrywany fragment), ściszane są na tym etapie również wszelkie świszczące głoski (sybilanty), które w słowiańskich językach, a już zwłaszcza w polskim, wyraźnie wybijają się ponad inne. Nie poprawia sytuacji fakt że od dawna już, kiedy wymawiam „ś”, „sz”, czy „cz”, słychać głośne świszczenie.
Etap obróbki jest naturalnie też etapem, gdzie dokonuje się korekcji poszczególnych częstotliwości, czyli equalizera (EQ), przy czym muszę przyznać, że jest ona dokonywana dość skąpo. Dlaczego? Otóż po pierwsze wciąż z braków warsztatowych… czyli wiedzy o tym jak „kręcić gałkami”, aby stan wynikowy nie był gorszy od stanu wyjściowego. Po drugie zaś, jednym z założeń nagrań jest to, aby wywołać efekt bezpośredniego trafiania do mózgu odbiorcy, efekt jakby głos który słyszy, mówił bezpośrednio w jego umyśle. Stąd np. bliskość mówienia do mikrofonu (proximity effect = efekt zbliżeniowy), ale też pozostawienie w dużej mierze głosu „suchego” (dry), bez nałożonych efektów (wet). Znowuż, nie jest to żelazna reguła, wszystko zależy od opracowywanego fragmentu. Biblia bowiem to niesamowicie zróżnicowana pod względem charakteru zawartych treści księga – temu również poświęcimy jeden z kolejnych wpisów.
Wydawałoby się że skoro u podstaw tej pracy stoją cztery filary, to przynajmniej cztery osoby zajmują się nimi. Nie, zajmuję się tymi filarami sam i sam za wszystko odpowiadam, mając jednocześnie świadomość uchybień i niedostatków w realizacji tej pracy.
